Skuteczna nauka języków obcych – jak?

Istnieje wiele istotnych powodów, dla których nauka języków obcych powinna być czymś bardzo ważnym dla każdego z nas. Po pierwsze, jest to niezwykle przydatna umiejętność w życiu codziennym; osoby, które przynajmniej w podstawowym stopniu potrafią dogadać się chociażby po angielsku znacznie łatwiej mogą poradzić sobie w wielu sytuacjach. Po drugie, takie umiejętności są obecnie niezwykle cenione na rynku pracy. Bardzo często okazuje się, że bez znajomości przynajmniej tych popularniejszych języków obcych nie będziemy mieli większych szans na zdobycie faktycznie wymarzonej dla siebie posady, zatem warto zadbać o tego typu kwalifikacje jak najwcześniej. Po trzecie, jest to po prostu niesamowicie ciekawe – wielu ludzi traktuje to jako swoją pasję, ucząc się z czystej ciekawości języków, które prawdopodobnie nigdy się im nie przydadzą. Wszystkie te argumenty nie zmieniają oczywiście faktu, że faktycznie skuteczne nauczenie się jakiegokolwiek języka obcego jest po prostu bardzo trudne. Niemniej jednak przy odpowiednim podejściu będziemy w stanie znacznie sobie to ułatwić. Jeśli tylko będziemy uczyli się w faktycznie dobry sposób, to efekty same przyjdą po jakimś czasie – a wraz z nimi, również i ogromna satysfakcja.

Pierwszym krokiem jest rzecz jasna wybranie języka, jakiego chcemy się uczyć. Do najbardziej oczywistych języków należą chociażby angielski, niemiecki czy hiszpański, ale wcale nie musimy ograniczać się wyłącznie do nich. Obecnie dostęp do materiałów edukacyjnych jest tak szeroki, że bez większych problemów możemy uczyć się nawet tych najmniej znanych języków, i to w pełni samodzielnie. Samo znalezienie odpowiednich materiałów które posłużą nam w nauce również jest bardzo ważne. Warto zainteresować się stronami internetowymi traktującymi o konkretnych językach, bowiem często znajdziemy na nich przydatne, doskonale przygotowane lekcje. Inną świetną propozycją będą portale takie jak www.memrise.com, które znacznie ułatwią nam przyswajanie sobie chociażby nowego słownictwa. Pamiętacie jak opisywałam Wam ostatnio program telefoniczny Jak namierzyć telefon komórkowy? Ta sama firma firma wypuściła ostatnio aplikację (dostępna w sklepie Google Play) o nazwie „Twoja fiszka” która dostępna jest póki co w językach angielskim i niemieckim. Po zainstalowaniu programu codziennie otrzymacie fiszkę na której będzie nowy wyraz wraz z przykładowym wykorzystaniem. Jest to o tyle wygodne że nie będziecie musiały włączać codziennie komputera a telefon mamy pod ręką praktycznie w każdej wolnej chwili: warto część tych chwil przeznaczyć na naukę nowych słówek. Z pewnością będzie to bardziej produktywne niż np: spędzanie kolejnych godzin na Facebooku…

Aby faktycznie skutecznie móc przyswoić sobie dany język, musimy przede wszystkim z nim żyć. Nawet jeśli uczymy się dość egzotycznej mowy, warto znaleźć chociażby na Facebooku nawet zwyczajne strony informacyjne działające w danym kraju i śledzić je na bieżąco; z czasem zaczniemy rozumieć coraz więcej z zamieszczanych tam artykułów. Znalezienie osób dla których dana mowa jest rodzimym językiem również może być bardzo przydatne – posługiwanie się językiem to zwykła umiejętność, przy której potrzebna jest po prostu praktyka. Inną propozycją jest oglądanie filmów czy słuchanie muzyki w konkretnym języku. Również i coś takiego będzie bardzo pomocne przy oswajaniu się z daną mową, a czasami będziemy również w stanie nauczyć się dzięki temu paru nowych słów. W nauce języka niezwykle ważna jest również zwykła pasja – to właśnie ona będzie stale popychała nas do rozwoju i zdobywania nowej wiedzy. Naukę języka można również połączyć z uczeniem się o historii czy sytuacji w danym kraju, bowiem dzięki temu staje się ona jeszcze ciekawsza.

Czy można sobie radzić ze zmęczeniem?

Bardzo często możemy usłyszeć, że znakiem naszych czasów jest stres, z pewnością bowiem jeszcze nigdy nie odczuwaliśmy go tak intensywnie, jak ma to miejsce na początku dwudziestego pierwszego wieku. Nie mam zamiaru polemizować z tą tezą, sama zresztą poświęcam kwestiom związanym ze stresem wiele uwagi. Wydaje mi się jednak, że mamy do czynienia z jeszcze jednym problemem, który w żadnym wypadku nie powinien być ignorowany. Problemem tym jest zmęczenie, które potrafi towarzyszyć nam nieprzerwanie przez długie tygodnie.

Jak sobie z nim radzić? Osoby nastawione wyjątkowo pesymistycznie zazwyczaj uważają, że nie ma takiej możliwości. Zmęczenie jest wpisane w nasze życie jako konsekwencja naszego dążenia, aby maksymalnie wykorzystać cały dostępny nam czas, musimy więc pogodzić się z jego istnieniem. Na szczęście, zarówno lekarze, jak i psychologowie nie mają aż tak radykalnych stanowisk i przypominają, że nie jesteśmy wcale na nie skazani. Co ciekawe, zawsze możemy wybrać jedną z dwóch dróg. Możemy zastanawiać się nad źródłem zmęczenia i próbować wpływać na nie, możemy jednak również koncentrować się nad tym, aby minimalizować skutki takiego stanu.

Eliminowanie źródeł zmęczenia nie jest proste, w zdecydowanej większości przypadków przyczynia się bowiem do niego życie zawodowe. Nasz stosunek do pracy systematycznie się zmienia i nie można nie docenić tego, że zachowujemy się coraz bardziej odpowiedzialnie w stosunku do własnego organizmu. Nadal nie można jednak liczyć na to, że będziemy decydować się na zmianę pracy tylko dlatego, że przyczynia się do osłabienia naszego organizmu, nie pozwalają nam na to bowiem ograniczenia związane z charakterem samego rynku pracy w naszym kraju. Na szczęście, wcale nie oznacza to, że mamy związane ręce, zawsze możemy bowiem popracować nad organizacją pracy, jaką mamy do wykonania. Tu warto zwrócić uwagę przede wszystkim na to, ile godzin spędzamy śpiąc, a ile przygotowując się do pracy, niekiedy zaś okazuje się, że zmęczenie można zmniejszyć dbając o regularność spożywanych posiłków.

Ostatnie zalecenie sprawdza się również wówczas, gdy zastanawiamy się nad tym, w jaki sposób łagodzić skutki zmęczenia. Tu najlepszym rozwiązaniem wydaje się zastanowienie się nad tym, czy nasze życie nie toczy się zbyt szybko i czy rzeczywiście musimy ze zmęczeniem walczyć. Organizm wysyła nam przecież czytelny sygnał informujący nas o tym, że domaga się uwagi z naszej strony, nic więc nie stoi na przeszkodzie temu, abyśmy pozwolili mu na odpoczynek. Niestety, nie zawsze mamy na to czas, a zmęczenie wpływa negatywnie nie tylko na naszą aktywność fizyczną, ale i na kondycję umysłową. W takim przypadku pomocne przydają się suplementy diety, kawa oraz napoje energetyczne, choć bowiem te ostatnie działają jedynie w krótkich odstępach czasowych, pozwalają na przywrócenie organizmowi jego dawnej formy. Niestety, nie są to rozwiązania wolne od wad, powinniśmy więc liczyć się z tym, że w pewnym momencie jedynym rozwiązaniem będzie pozwolenie organizmowi na wypoczynek. Im dłuższy, tym lepiej. Tu znakomicie sprawdzi się choćby wakacyjny urlop.

Do kina, czy na film – za co lubię multipleksy

Ostatnio mam wrażenie, że krytykowanie kin, w których filmy można oglądać w wielu salach, jest po prostu modne. Mamy przynajmniej kilkoro znajomych, którzy z lubością opowiadają o swoich wizytach w kinach studyjnych powtarzając, jak wielką radością napawa ich to, że nie muszą już chodzić do kin sieciowych i męczyć się z typową dla takich kin tandetą. Nie wiem, co w takiej sytuacji powiedzieć. Kina studyjne mają swój urok i sama bywam w nich regularnie, mam jednak słabość i do multipleksów i to przynajmniej z kilku powodów.

Na pierwszy plan wysuwa się to, że kina sieciowe są mi w stanie zaoferować znacznie lepsze warunki. Nie wiem, jak wy, ale lubię oglądać film na krześle, które nie skrzypi i dysponując przestrzenią przeznaczoną tylko dla mnie. Może nie jest to przesadnie romantyczne, ale jakoś lepiej koncentruję się na akcji filmu, kiedy mogę się wygodnie rozsiąść w fotelu. Lubię też duży ekran, na którym mogę dostrzec wszystkie szczegóły i efekty dźwiękowe, które na początku wydają mi się nieco za głośne, w końcu jednak przyzwyczajam się do nich i odkrywam, że właśnie dzięki nim staję się częścią dobrego filmu.

Lubię też repertuar kin sieciowych, bo wcale nie jest tak, że mamy do czynienia tylko z kasowymi hitami wprost z Hollywood, a miłośnicy kina ambitnego już na starcie znajdują się na straconej pozycji, bo niczego sobie nie obejrzą. Nic z tych rzeczy, oczywiście, to premiery kinowe dominują, jeśli jednak przyjrzymy się propozycjom kinowym nieco bardziej uważnie, znajdziemy tam również filmy nieco mniej standardowe.

Lubię też atmosferę panującą w multipleksach, choć rozumiem osoby, które narzekają, że jest tam za głośno, a część kinomanów zwyczajnie nie potrafi się zachować. Wydaje mi się jednak, że wyjście do kina to swego rodzaju święto, a w kinach sieciowych właśnie taka świąteczna atmosfera panuje najczęściej.
I niech będę potępiona, ale lubię też nachos z sosem serowym nawet, jeśli jest ekstremalnie drogim dodatkiem do seansu. I potwierdzam, należę do tej grupy klientów multipleksów, która całe swoje zapasy zjada w trakcie pokazów reklamowych.

W poszukiwaniu dobrej kosmetyczki

Jest taki moment w życiu kobiety, w którym trzeba powiedzieć sobie otwarcie – piękny wygląd jest ważny, a skoro same nie potrafimy doprowadzić się do stanu, w którym nie budzimy swoich własnych zastrzeżeń, być może dobrym rozwiązaniem okaże się zaufanie profesjonalistom.

Każdy ma swoje problemy, które sprawiają, że trudno jest nam utożsamiać się z pięknymi księżniczkami. Moim jest akurat twarz. Jako posiadaczka cery tłustej mogę liczyć na to, że w przyszłości będę miała nieco mniej zmarszczek niż moje koleżanki i nie jest to wcale zła wiadomość. Z drugiej strony jednak, nie jest to cera, która wygląda olśniewająco, skoro przed każdą miesiączką, niczym nastolatka, muszę walczyć z pryszczami. Oczyszczanie twarzy to w moim przypadku zabieg, który powinien być czymś naturalnym, a skoro samodzielnie można sobie często zaszkodzić bardziej niż pomóc, dlaczego nie skorzystać ze wsparcia ze strony kosmetyczki?

Oczywiście, najpierw trzeba ją znaleźć…

Pomysł pierwszy – kosmetyczka z polecenia

Najbardziej naturalnym sposobem na poszukiwanie kosmetyczki, która zatroszczy się o naszą cerę jest zrobienie prywatnego wywiadu. Nie oszukujmy się, najbardziej zadbane z naszych koleżanek najprawdopodobniej wcale nie są samowystarczalne, a skoro korzystają z pomocy profesjonalistów, nie byłoby złym rozwiązaniem, gdybyśmy mogły dowiedzieć się, kogo obdarzyły swoim zaufaniem i dlaczego tak się stało. System rekomendacji zasługuje na polecenie już choćby dlatego, że bardzo często prowadzi do zaskakujących odkryć, okazuje się bowiem, że najlepszą kosmetyczką wcale nie musi być ta, która domaga się małego majątku od swoich klientek i do której należy zapisywać się z półrocznym wyprzedzeniem. Oczywiście, jak każda inna metoda, i ta ma zarówno zalety, jak i wady, musimy więc liczyć się z tym, że nie każda kosmetyczka zna się na wszystkim, a potrzeby nasze i naszych koleżanek potrafią się różnić.

Pomysł drugi – internetowa skarbnica wiedzy

A jeśli nasze urocze koleżanki nieustannie przekonują nas o tym, że nie korzystają z żadnej pomocy, a ich jedwabiście gładka skóra twarzy to dar od Matki Natury i zasługa dobrych genów? Cóż… Jeśli nie chcą dać nam pewnych informacji po dobroci, nie ma szans na to, że wydobędziemy je od nich siłą. Może więc warto zaufać Internetowi? Często już sama strona internetowa salonu kosmetycznego może dać nam szereg przydatnych informacji na temat tego, co potrafi specjalistka, której oferta wydała się nam interesująca. Oczywiście, dziś stawia się na komunikację w sieci, a gabinet kosmetyczny, który nie posiada własnej strony www sam skazuje siebie na niepowodzenie. Można się reklamować, można też polecać swoje usługi na wiele sposobów, pamiętajmy jednak, że w Internecie trudno ukryć prawdziwe intencje. Jeśli więc strona nam się podoba, zerknijmy jeszcze na fora internetowe, na których spotykają się kobiety wymieniające swoje opinie na temat zdrowia i urody. Może nie jest to sposób stuprocentowo skuteczny, z pewnością jednak mamy duże szanse na znalezienie profesjonalnej pomocy. Czasami Danka opisuje też salony kosmetyczne z różnych części kraju (ok, Warszawa i Mazowieckie – zakładam że 90% czytelniczek jest z centrum).

Pomysł trzeci – najlepsze jest najbliżej

A może wcale nie musimy nikogo pytać o radę, bo naprawdę wartościowe wsparcie znajduje się w zasięgu ręki, a kosmetyczka z naszego osiedla jest prawdziwą artystką? Koleżanki nie zawsze okazują się pomocne, być może więc sąsiadki będą bardziej rozmowne? Warto więc zdecydować się na spacer po osiedlu, zajrzeć do salonów kosmetycznych, zapoznać się z listą i cennikiem zabiegów, a nawet spytać o zdanie wychodzącą właśnie z salonu klientkę? Takie rozwiązanie wcale nie musi być nieskuteczne.

Czy płyty odejdą w zapomnienie?

W ostatnim czasie tak trochę zastanawiałam się nad tym jak zmienia się technika i jak wiele różnych rzeczy stale się pojawia, które zmieniają to wszystko co nas otacza. Analizowałam sobie między innymi swoje początku z komputerem i różnego rodzaju działania, które podejmowałam, by znaleźć najlepszy sposób na uruchomienie gry/programu (ms access do pracy… tragedia!). W dużej mierze wszystko co robiłam było realizowane w zakresie metody prób i błędów ale te efekty często były dobre i rzeczywiście pojawiało się wiele ciekawych elementów, które pozwalały mi lepiej wykorzystać komputer.

I właśnie tutaj ten temat, który podjąłem w tytule. Jeszcze kilka lat temu, gdy korzystałam ze stacjonarnego komputera padł mi napęd DVD i to była jakaś tragedia. Przez kilka dni zanim miałam czas na to, by zamontować sobie nowy napęd zupełnie nie mogłam sobie poradzić. Tutaj potwierdza się stwierdzenie że technika przerasta kobiety – my za to dużo lepiej radzimy sobie w innych sytuacjach kiedy faceci nie dają rady. Wiele różnych elementów miałam ograniczonych ponieważ nie miałem dostępu do odtwarzacza płyt. Wtedy wydawało mi się, że praca na komputerze bez dostępu do płyt CD czy DVD jest praktycznie niemożliwa. Jeszcze mam w domu efekty tego stanu rzeczy z przed lat w postaci chyba kilkuset różnych płyt.

No ale współcześnie wygląda to już zupełnie inaczej i płyty, które niegdyś były tak ważnym elementem nie są już obecnie tak powszechnie wykorzystywane i z tego co widzę to tak naprawdę da się z nich żyć. Pojawiła się bowiem w moim życiu podobna sytuacja do tego co miałam jeśli chodzi o komputer stacjonarny. To znaczy musiałam sobie jakoś poradzić z tym, że przestał mi chodzić napęd płyt w laptopie. Ale tym razem nie miałam jakiś szczególnie odczuwalnych w związku z tym skutków i mogłam sobie spokojnie ze wszystkim poradzić (a jednak!). Możliwości jest już tak wiele, że w ogóle bardzo rzadko sięgam już po płyty. Tym samym pojawiły się właśnie takie analizujące myśli, czy płyty nie odchodzą już powoli do lamusa i czy przypadkiem już niedługo całkowicie nas nie opuszczą.

Jest wiele elementów, które mogą to sugerować. Przede wszystkim pojawia się kwestia innych tzw. nośników pamięci, które dużo lepiej się sprawdzają i rzeczywiście dają nam wiele możliwości. Między innymi będzie to kwestia dysków zewnętrznych, które są szybsze niż płyty i również jeśli chodzi o pojemność dają nam wiele możliwości. Do tego kwestia pamięci w postaci paluszków pen-drive, które można praktycznie wszędzie ze sobą zabrać. Tym samym płyta staje się w rzeczywistości mało praktyczna. Muzykę wybieramy w formie mp3, gdy ściągamy ze Steama. Tak naprawdę płyty przestają być już nam potrzebne, ich los raczej jest już przesądzony tak jak kilka lat temu kaset VHS.

Pierwszy taniec na wesele

W tym momencie wesela może nie są już tak wystawnymi imprezami jak jeszcze jakiś czas temu ale nadal są w Polsce modne i tradycja decyduje o tym, że się je organizuje. Między innymi właśnie dlatego pojawia się również kwestia pierwszego tańca, który zostanie zaprezentowany przez młodą parę. W tym momencie zauważyć możemy różne pomysły na pierwszy taniec. Wystarczy w sieci wpisać takie hasło, by zobaczyć jak wiele różnorakich pierwszych tańców obecnie się przygotowuje i jakie różne mogą one być.

Przede wszystkim trzeba sobie przed podjęciem decyzji zadać pytanie o to jak ma pierwszy taniec wyglądać. Czy będzie nam zależało raczej na tańcu naturalnym, w którym po prostu będziemy blisko siebie i będziemy tańczyć przy ulubionej piosence, czy raczej będziemy chcieli zaprezentować coś wyjątkowego, starannie przygotowanego i ułożonego przez jakiegoś profesjonalnego tancerza. Zarówno jedna jak i druga forma ma swoje zalety i wady i cieszy się dużym zainteresowaniem. Każdy ma swoje upodobania i podejmuje sobie decyzje, które jemu będą najbardziej odpowiadać. Trzeba samemu czuć się dobrze w tym co się robi.

Jeśli chodzi o taki naturalny taniec to na pewno będzie to dobre rozwiązanie dla tych osób, które nie chcą nadmiernie uczyć się tańczyć. Jeśli raczej zależy nam na czymś prostym to wystarczy wybrać ulubioną piosenkę i nieco poruszać się do rytmu stosując najprostsze kroki w tańcu. Taka naturalność na pewno jest bardzo dobrze odbierana przez oglądających ponieważ widać, że para młoda będzie się dobrze w takiej piosence czuła i będzie ona dla nich dobrym wyborem.

Druga forma to natomiast przygotowanie jakiegoś układu, w którym będziemy mogli tańczyć. Czy jednak jest to dobre rozwiązanie? Oczywiście tak pod warunkiem, że ma się już w swoim doświadczeniu jakieś formy taneczne. Jeśli tańczenie jest nam dalekie to tak naprawdę trudno to od razu poczuć po paru próbach. Często pojawia się kłopot ponieważ ludzie nie mogą sobie poradzić z krokami i wyraźnie się męczą. W ten sposób niestety okazuje się, że cały taniec staje się niezwykle męczący a co za tym idzie będzie trudno sobie z nim poradzić. Wszystko będzie wyglądało sztucznie i niestety nie będzie dobrze odbierane przez oglądających.

Nie warto więc kierować się innymi, tylko trzeba dla siebie formy taneczne przygotowywać w taki sposób, by dopasować je do tego co chce się robić i co potrafi się robić. W innym przypadku taki taniec raczej będzie dla nas trudny a nie przyjemny, a naszym gościom weselnym raczej się nie spodoba 🙂

Tatry to nie tylko Zakopane

Wielu naszym rodakom kojarzą się Tatry tylko i wyłącznie z Zakopanem i jeśli już chcą się wybrać w góry to właśnie decydują się na to miejsce. W rzeczywistości jednak jest to miejsce szczególnie oblegane przez turystów i bardzo mocno oklepane. Ja uważam, że trzeba zupełnie innych kierunków szukać, ponieważ tam można się dużo lepiej poczuć. W tym momencie chętnie jeżdżę w góry ale tak naprawdę decyduje się najczęściej na takie kierunki, które w mojej opinii dają mi najwięcej możliwości swobodnego zwiedzania bez masy ludzi koło siebie.

Jeśli już interesują mnie te najwyższe tatry to nigdy nie wybieram się do samego Zakopanego, ale wolę udać się do okolic tego miasta by wszystkie ciekawe szlaki mieć pod ręką, ale nie siedzieć w samym mieście, gdzie najtrudniejszym szklakiem są Krupówki. I wiele w tym prawdy, ponieważ jak dla mnie przedrzeć się przez tą masę ludzi to niestety masakra i może tam człowieka trafić na miejscu szlag. No ale każdy ma inne upodobania i z innego powodu decyduje się na wyjazd na wakacje. Jak dla mnie nie będzie to chodzenie po knajpach ale zaliczanie kolejnych szklaków i szczytów. Tak jak na załączony zdjęciu, grafika pochodzi co prawda z photo stock‚a ale… nic nie stoi na przeszkodzie żeby zrobić podobne samemu. Po wakacjach uzupełnię album i zaktualizuję ten wpis.

Ja chce się cieszyć prawdziwymi nienaruszonymi przez cywilizację górami. Jeśli chciałabym sobie miło spędzić czas w kawiarni to tak naprawdę w ogóle nie muszę się decydować na wyjazd z własnego miasta.

Ale tatry to również inne ciekawe miejsca nieco dalej od Zakopanego. I tam również warto się wybrać. Wielu ludzi, którzy teoretycznie mówią, że lubią góry najczęściej w ogóle o nich nie ma pojęcia, ponieważ każde swoje kolejne wakacje spędza na terenie Zakopanego, gdzie ciężko mówić o jakimś poznaniu gór do głębi. Jeśli chodzi o inne ciekawe miejsca na terenie Tatr to na pewno znajdziemy tam wiele propozycji. Przede wszystkim musimy wiedzieć również co będzie nas interesować. Czy lepiej nam spaceruje się po dolinach, czy raczej będziemy chcieli się zdecydować na poważne górskie wędrówki. Nie wszystko w Polskich górach zaczyna się i kończy na Zakopanem i trzeba sobie tą wziąć do serca i tym się zawsze kierować. Czasami oczywiście można wybrać zupełnie inne pasma górskie. Na pewno pięknie będzie w Sudetach, jeśli lubimy takie górskie klimaty, mimo że szczyty są tam niższe. Pięknie jest także na terenie Bieszczad, gdzie na pewno odnajdą się takie osoby, które lubią spacerować po terenach, które są nieskażone cywilizacją. Ja również chętnie się tam wybieram, choć na pewno minusem będzie to, że szczyty w tamtych okolicach, jeśli chodzi o wysokość nie są zbytnio zadowalające.

Ostatecznie oczywiście każdy ma swoje upodobania i może się decydować na takie górskie wakacje jakie jemu odpowiadają. Ale skoro już chcemy góry to niech to rzeczywiście będą aktywne, wędrowne górskie wakacje a nie oglądanie gór z okna kawiarni.

Wypady za miasto na weekend

Dość długo czekaliśmy na takie rzeczywiście bardzo ciepłe dni, gdy będziemy mogli w końcu korzystać z uroków jakie niosą za sobą prawdziwe upały. No ale w końcu się to stało i chyba bardzo dobrze, że ta najlepsza pogoda pojawia się w weekendy, gdy nie musimy przywdziewać stroju do pracy, tylko może ubrać się nieco luźniej i skorzystać z tej pięknej pogody. Tak naprawdę możliwości mamy obecnie bardzo wiele i możemy z nich korzystać, gdy już przychodzą takie dni.

Na pewno do ciekawych form będzie należeć spędzanie w takich dniach spędzanie czasu w sposób aktywny. Wiele osób decyduje się obecnie na to, by wybierać się na rower i w ten sposób pracować nad swoją kondycją a jednocześnie mogą przez ten okres nieco bardziej wykorzystać panujące warunki. Zawsze bowiem w takich dniach najlepiej spędzić czas na świeżym powietrzu i korzystać z takiej dobrej pogody. Wybierając się na rower możemy także wybrać się nieco dalej i to będzie również dobre rozwiązanie. Wypad za miasto to możliwość wyrwania się z tego upału i znalezienia takiego miejsca, gdzie będzie można spędzić nieco więcej czasu na świeżym powietrzu.

Na pewno w takim okresie świetnym rozwiązaniem będzie wybranie się nad jakiś akwen wodny, gdzie będzie można spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu. Takie rozwiązanie również bardzo dobrze się sprawdza. W takim miejscu możemy bowiem spędzić trochę czasów  wodzie co będzie szansą na to, by nieco się ochłodzić. Na pewno będzie to dobre rozwiązanie dla tych wszystkich, którzy mają dość upału i nie chcą spędzać czasu jedynie na słońcu. W wodzie na pewno poczujemy się lepiej. Tutaj jednak proponuje wybieranie jedynie pewnych akwenów, gdzie woda jest przebadana a cały teren jest strzeżony przez ratowników. Nie udajemy się nigdy nad zbiorniki niestrzeżone, które nie są przystosowane do tego, by funkcjonować jako kąpieliska. W takich miejscach może się bowiem okazać, że woda będzie brudna, a dodatkowo dno jest niepewne i bardzo łatwo o wypadek. Tutaj niestety jedynym miejscem które mogę polecić jest Ustka -> na tej stronie znaleźć można informacje o Usteckim wybrzeżu. W innych nie bywam ale zapewne również i tutaj internet będzie służył pomocą 🙂

Wolne i ciepłe dni to także czas, gdy można się udać na jakąś wycieczkę i zobaczyć jakieś ciekawe miejsca. Tutaj jednak nie możemy liczyć na ochłodę, dlatego taka forma spędzenia czasu będzie raczej przeznaczona dla tych osób, które lubią wysokie temperatury i w związku z tym chcą w taki sposób spędzać swój czas będą na słońcu i zwiedzając ciekawe zakątki w naszym kraju, których oczywiście nie brakuje. Ze swojej strony polecam 3miasto.

Tak naprawdę jeśli chodzi o ciekawe spędzenie czasu w okresie ciepłych gorących dni to możemy zdecydować się na wiele różnorakich rozwiązań. Tylko od nas zależy co wybierzemy, ponieważ trzeba dopasować styl spędzania czasu weekendowego do tego co najbardziej lubimy robić i gdzie będziemy się najlepiej czuć.

Metodyka GTD

Kto nie zastanawia się nad tym, jak być bardziej produktywnym? Oczywiście, nie mam tu na myśli mojego szefa, który niedługo postawi dźwiękoszczelne szyby między naszymi stanowiskami, bo z jego obliczeń wynika, że poprawi to naszą jakość o 0,93%. Mam na myśli przede wszystkim produktywność osobistą, bo jeśli nie zaczniemy martwić się o nią sami, najprawdopodobniej nikt inny nie będzie nam w stanie pomóc. Do rzeczy zatem!

Metodyka GTD powstała po to, aby udowodnić nam, że możemy doprowadzać swoje sprawy do końca i wcale nie wymaga to posiadania jakichś nadludzkich umiejętności. Gdy zresztą przyjrzymy się jej założeniom, możemy dojść do wniosku, że wcale nie jest nie wiadomo jak odkrywcza. I rzeczywiście – nie jest, ale przecież to nie o odkrywczość chodzi. Kluczem do sukcesu jest przecież jej skuteczność. Jej autorowi zależało przede wszystkim na wypracowaniu takich rozwiązań, które zwolnią nas z przygnębiającego obowiązku pamiętania o wszystkim.

I choć zakłada „spokojną głowę”, wcale nie stawia na obojętność, ale na możliwie wysoką produktywność nie tylko w pracy, ale również w życiu osobistym, co jest przecież wcale nie mniej ważne z naszego punktu widzenia.
Istnieje kilka założeń teoretycznych metody GTD, które warto znać, tu jednak najmądrzejszym posunięciem wydaje się odwołanie się do bardziej fachowych źródeł.

Ja chciałabym skoncentrować się na zaleceniach praktycznych, bo to właśnie ich prostota i logiczność przyczyniły się do tego, że tak polubiłam tę metodę. Pierwszym krokiem jest zatem kolekcjonowanie, jeśli bowiem mamy przejąć kontrolę nad naszym życiem, musimy wiedzieć, co mamy do załatwienia, kiedy mamy to zrobić i jak wiele czasu powinniśmy na to poświęcić. Już na tym etapie pojawiają się zresztą trudności, okazuje się bowiem, że wiele osób zdumiewająco rzadko decyduje się na zebranie swoich spraw „do kupy”.

Gdy już wiemy, co jest dla nas ważne i jak szybko powinniśmy uporać się z poszczególnymi obowiązkami, możemy przystąpić do analizy.

Nie zrobimy wszystkiego od razu – to już dobrze wiemy, dlatego powinniśmy trzymać się pewnych wytycznych. Zawsze należy zaczynać od spraw najważniejszych, a więc tych, które znajdują się na czele naszej prywatnej listy, warto też pamiętać o tym, że zajmowanie się więcej niż jedną sprawą w tym samym czasie po prostu nie może zakończyć się powodzeniem. Znakomitym krokiem jest też porządkowanie, a więc zasada, która mówi o tym, że sprawy można rozwiązywać efektywniej, gdy znajdziemy ich cechy wspólne. Część dotyczy pracy, część domu, a jeszcze inne obejmują relacje ze znajomymi, a takie „pakiety spraw” często łączą się na wiele sposobów.

Zasad jest znacznie więcej i gdy zaczęłam się z nimi zapoznawać, często miałam ochotę rzucić wszystko, co do tej pory robiłam i zawołać „Ależ to jest genialne”. Dlatego polecam Wam poświęcenie więcej niż kilku chwil metodyce GTD. Oczywiście w tym momencie, w którym znajdzie się na czołowym miejscu na liście ustalonych przez Was priorytetów.

Nienawidzę swojej pracy!

Zawsze mówiłam publicznie, że nie grozi mi uzależnienie od pracy, bo mam na tyle dużo pobocznych zainteresowań, że nigdy chyba nie przekonam samej siebie, że powinnam zabierać pracę do domu na weekend. Na pewno jednak nie mogę powiedzieć, że jestem tu za karę i nie lubię tego, co robię, choć nie ma co ukrywać – czasem zastanawiam się nad tym, czy nie powinnam być jednak gdzie indziej, tam, gdzie praca jest łatwiejsza, szef bardziej sprawiedliwy, a zarobki rosną przynajmniej tak szybko, jak inflacja.

A jednak nawet nie niechęć, ale po prostu nienawiść do wykonywanej przez siebie pracy, nie jest wcale zjawiskiem nietypowym i bardzo rzadkim. Pojawia się u osób, które od lat wykonują te same obowiązki i może być interpretowana jako wypalenie zawodowe, często słyszę jednak, że jest to również problem ludzi młodych, a więc tych, w przypadku których o żadnym wypaleniu nie powinno być mowy.

W tym ostatnim przypadku źródeł niechęci do pracy jest co najmniej kilka, a na pierwszy plan wydaje się wysuwać przeświadczenie o tym, że została ona źle wybrana. Jest to dość częsty problem znany znakomicie absolwentom kierunków humanistycznych. Bardzo często już w trakcie studiów orientują się oni, że po politologii lub socjologii na pracę w zawodzie nie może liczyć każdy.

Rozwiązaniem może być dokształcanie się, często okazuje się jednak, że rozpoczęcie kolejnych studiów będzie możliwe dopiero, gdy studentowi uda się poprawić swoją kondycję finansową. Okazuje się, że nie jest to wcale aż tak trudne, pracodawcy bowiem wcale nie są nastawieni do studentów negatywnie.

Niestety, bardzo często nie są to prace marzeń, trudno się jednak skarżyć, skoro przynoszą rzeczywiste zarobki. Gdy studia kończą się tytułem magisterskim wiele osób zaczyna więc zastanawiać się, czy czas już zerwać z „tymczasowym” miejscem pracy i poszukać stałego źródła zatrudnienia. Nietrudno się domyślić, że nie jest to łatwa decyzja zwłaszcza, gdy wokoło słyszy się o tym, jak poważnym problemem jest bezrobocie i firmy, które oszukują pracowników. Młodzi ludzie godzą się więc na to, że ich tymczasowe miejsce pracy będzie nieco mniej tymczasowe, są jednak coraz bardziej niezadowoleni z tego powodu.

I co mają zrobić osoby, które czują, że zaraz zwariują w swoim pokoju biurowym? Wziąć się w garść? W skrajnych przypadkach jest to jedyne rozwiązanie możliwe do zaakceptowania, warto jednak uświadomić sobie, że przypadki takie mają miejsce naprawdę rzadko. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest więc pogodzenie się z tym, że praca marzeń jest gdzie indziej i wyruszenie na jej poszukiwanie. Nienawiść do pracy jest destrukcyjna tak dla samego pracownika, jak i dla jego otoczenia, wcześniej lub później doprowadzi więc do katastrofy. Może być to katastrofa zawodowa albo osobista, tak jednej jak i drugiej warto jednak unikać za wszelką cenę.